Lecha Poznań

Nawet jak na warunki polskie, Lech Poznań nie jest klubem zbyt starym. Jego początki sięgają 1922 r. W Polsce funkcjonowało już wtedy sporo klubów, w tym istniejące obecnie Wisła Kraków, Cracovia, Legia Warszawa, Polonia Warszawa czy ŁKS Łódź.
Także w Poznaniu kluby powstawały znacznie wcześniej niż Lech. Britania, Victoria, Union, DSV i Wacker były klubami niemieckimi. Także Normania, ale w niej dominowali Polacy, którzy w 1912 r. rozwiązali klub po ''aferze Mariana Sroki''. Został on usunięty z meczu przez sędziego za odzywanie się po polsku. Koledzy ujęli się za nim, a po dyskwalifikacji przemianowali Normanię na Posnanię. Pół roku wcześniej założono Warta Poznań.
Gdy powstawał Lech, w Poznaniu działało już przeszło 30 klubów piłkarskich. Przy Warcie, Posnanii, Sparcie czy Pogoni protoplasta Lecha długo był ubogim krewnym, klubikiem z prowincjonalnego Dębca - dziś części Poznania, a wówczas odrębnej, satelickiej osady.
Klub o katolickich korzeniach, o nazwie Lutnia Dębiec, ochrzczony tak na cześć muzyki to protoplasta dzisiejszego Lecha Poznań. Założyli go chłopcy zrzeszeni w dębieckim kole parafialnym Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży - ogólnopolskiej organizacji społeczno-religijnej. W chwilach nudy grali w piłkę, aż w końcu zawiązali klub. Jego prezesem został zaledwie 18-letni Jan Nowak. Zresztą jego koledzy byli w podobnym wieku. Jan Dyzman - klubowy skarbnik - zaproponował nazwę KS Lutnia, jako że był miłośnikiem muzyki. Przyjęła się i powstała Lutnia Dębiec, która jeszcze w 1922 r. zmieniła nazwę na bardziej piłkarską TS Liga Dębiec.
Rejestracja klubu odbyła się 19 marca 1922 r. i ten dzień uznaje się za oficjalną datę powstania klubu. Natomiast pierwszy, historyczny mecz (w C-klasie) protoplasta Lecha rozegrał 29 czerwca 1924 r. Późno, ale wcześniej miał spore problemy finansowe i organizacyjne. Wtedy, w 1924 r. Liga wygrała z Ruchem Poznań 5:3 (mecz zweryfikowano potem jako walkower 3:0).
Klubem poznańskim Liga (późniejszy Lech) stała się dopiero w 1925 r., gdy Dębiec włączono w administracyjne granice miasta. W 1926 r. w C-klasie Liga wygrała swą grupę rozgrywkową, w której jej rywalami były zespoły Unii Swarzędz, Slavii Poznań i Poznanianki. O awans walczyła w drugiej rundzie, w której rywalizowała ze Strzelcem Górczyn, Pragą Poznań, Ruchem Poznań, Fervorem Kościan oraz Polonią Poznań z uol. Głównej. Właśnie ta rywalizacja okazała się szczególnie dramatyczna. Rzadko się bowiem zdarza by jakiś zespół prowadził 4:0 i przegrał 4:5, a tak było właśnie z Ligą w tamtym spotkaniu z Polonią z 26 września 1926 r.
W 1927 r. Liga zdobyła już jednak awans do B-klasy, po wygranej grupie półfinałowej z RKS Rawicz, Ruchem Poznań i Ostrovią Ostrów Wlkp. W tej lidze występowała aż do 1931 r.
Awans z 1931 r. miał miejsce przy ''zielonym stoliku''. Liga z 11 pkt. zajęła w grupie trzecie miejsce, za RKS Rawicz (13 pkt.) i Posnanią Poznań (11 pkt). Wtedy jednak walkower dla Posnanii za niedokończony z powodu bójek kibiców mecz Posnania-Polonia został anulowany, a mecz rozegrano powtórnie od stanu 2:2, przy którym został przerwany. Remis się utrzymał i w ten sposób Posnania straciła punkt, który pozwolił na wyprzedzenie jej przez Ligę.
W 1927 r. Liga awansowała do B-klasy, natomiast w 1931 r. zespół znalazł się w A-klasie. Stało się to jednak przy zielonym stoliku, po ukaraniu walkowerem wyprzedzającej KPW w tabeli drużyny Posnanii. Warto pamiętać, że wtedy najlepszym poznańskim klubem była zdecydowanie Warta - mistrz Polski z 1929 r. W listopadzie 1931 r. KPW zdołało nawet pokonać ją w meczu towarzyskim aż 6:1.
Mimo tego przed wojną nie udało się dawnemu Lechowi awansować do ekstraklasy, choć zakusy na to z roku na rok były coraz większe, a w 1932 r. klub w ramach profesjonalizacji zatrudnił nawet pierwszego w dziejach trenera - Stanisława Kwiatkowskiego, byłego piłkarza Ligi. Ówczesne rozgrywki wyglądały nieco inaczej niż dziś. Z A-klasy można było się już dostać do najwyższej ligi. KPW najbliższe awansu było w 1939 r. Nie udało się, ale w Poznaniu uważano, że w 1940 r. nic już nie odbierze KPW awansu. Odebrała go wojna.
Co nie udało się przed wojną, stało się faktem po niej. Lech Poznań (wtedy jako KKS Poznań, a wkrótce już jako ZZK Poznań) - znalazł się w gronie ekip, które w 1948 r. wznowiły rozgrywki ekstraklasy. Znalazł się tam po pewnej aferze. Otóż w 1947 r. trwały wielostopniowe eliminacje do planowanych na następny rok rozgrywek ekstraklasy. Lechici grali z Polonią Świdnica i nieoczekiwanie przegrali 2:4. To kosztowało ich utratę premiowanego awansem miejsca na rzecz Polonii Bytom. Wkrótce okazało się jednak, że w zespole ze Świdnicy grali piłkarze nieuprawnieni. Mecz zweryfikowano jako walkower 3:0, co przesunęło KKS w tabeli. Aby można go było dołączyć do ekstraklasy, powiększono ją o dwa miejsce - do 16 ekip. Skorzystał na tym także Widzew Łódź i właśnie z nim lechici rozegrali historyczny, pierwszy swój mecz w ekstraklasie.
Doszło do niego 14 marca 1948 r. w Łodzi. Poznaniacy przegrali 3:4, a historycznego gola zdobył w 14. minucie tego meczu Teodor Anioła. On właśnie wraz z Edmundem Białasem i Henrykiem Czapczykiem był największa gwiazda tamtego Lecha. Tworzył z nimi tercet A-B-C, który w Poznaniu obrósł już legendą. Anioła w latach 1949, 1950 i 1951 zostawał królem strzelców ligi. 27 sierpnia 1950 r. w wygranym 11:1 meczu z Szombierkami Bytom as poznańskiej drużyny strzelił sześć goli. W historii ekstraklasy to najwyższa wygrana i najlepszy wynik pojedynczego piłkarza.
Kolejarz (bo tak wtedy nazywano Lecha), czy też jak woleli poznaniacy - Kolejorz - zaliczał się do krajowej czołówki. W sezonach 1949 i 1950 zajmował miejsca na podium - trzecie (co ciekawe, Lech - późniejszy pięciokrotny mistrz Polski - nigdy nie był jej wicemistrzem). Krótki to był okres, gdyż pozbawiony odpowiedniego zaplecza gospodarczo-politycznego Lech nie był w stanie konkurować z takimi zespołami jak hutniczy Ruch Chorzów, gwardyjska Wisła Kraków czy później kopalniany Górnik Zabrze i wojskowa Legia Warszawa. Właśnie systematyczny odpływ graczy do Legii, gdzie musieli oni odrabiać służbę wojskową, był jednym z powodów wytworzenia się obowiązującej do dziś niechęci kibiców Lecha do warszawskiego klubu - ich największej antypatii.
Poznański zespół, jeszcze na przełomie lat 40. i 50. bardzo mocny, kilka lat później nie zaliczał się już do czołówki i zajmował miejsca w środku tabeli. Dystans, jaki zaczynał dzielić go od najlepszych zespołów w kraju był szczególnie widoczny 16 września 1956 r., kiedy to na Stadionie im. 22 Lipca lechici zostali rozgromieni przez Legię Warszawa 0:6. To najwyższa w dziejach porażka na własnym stadionie. Naszpikowani ściąganymi z całej Polski reprezentantami kraju legioniści strzelali do poznaniaków jak do kaczek, a gdy schodzili do szatni, towarzyszyły im okrzyki ''Zawodowcy!'', wówczas bardzo obelżywe.
Bardzo ważny w historii Lecha był rok 1957. Wtedy to po raz pierwszy w historii poznańska ekipa została zdegradowana. Nie tylko jednak z tego powodu.
16 stycznia 1957 r. powstał Lech. A dokładnie jego współczesna nazwa. Stało się to podczas zebrania sprawozdawczo-wyborczego klubu. Na fali poststalinowskich zmian postanowiono użyć nowej nazwy. Pojawiało się wiele propozycji, niewiele brakowało, aby zwyciężyła nazwa... Pogoń Poznań, forsowana przez ówczesnego kierownika zespołu Karola Zachciała (był on wcześniej działaczem istniejącej przed wojną poznańskiej Pogoni). Inną propozycją była nazwa Piast, nawiązująca do początków państwa polskiego, które narodziło się wśród Polan w Wielkopolsce. Wtedy ktoś podsunął myśl, że z tymi prapoczątkami bardziej kojarzy się Lech - brat Rusa i Czecha.
Autorstwo nazwy dla klubu z Poznania przypisuje się koszykarzom Florianowi Grzechowiakowi i Januszowi Patrzykontowi - uczestnikom igrzysk olimpijskich w Berlinie 1936 r. - To na pewno zaproponowali oni, ale nie pamiętam, który dokładnie. Był z nimi jeszcze znany wtedy w Poznaniu mecenas Wójciak - opowiadał Zygfryd Słoma, były piłkarz Lecha, obecny na tym styczniowym zebraniu. Propozycję przeszła jednomyślnie, choć po dłuższej dyskusji.
Niezwykły był sposób, w jaki poinformowano poznaniaków o zmianie. Po mieście jeździły samochody z megafonami na dachu i krzyczały na cały Poznań, że oto klub nazywa się teraz Lech. - Ludzie zareagowali entuzjastycznie i chętnie przyjęli nazwę. Chcieli tej odnowy, chcieli zmian - wspominał Słoma. - Gazety też podeszły przychylnie i szybko rozpropagowały nazwę. Nestor poznańskich dziennikarzy i kibic Lecha, red. Jacek Hałasik wspomina jednak: - Dla nas, młodych kibiców, nazwa Lech była jednak bardzo nieszczęśliwa. Nie dało się bowiem jej dobrze skandować, właściwie przeszkadzała w dopingu, bo była za krótka, zaledwie jednosylabowa. Na dodatek szybko pojawiła się kontra ''Lech zdechł", którą podczas spadku w 1957 r. wymyślili kibice Warty Poznań. Dlatego równolegle używany był ten ''Kolejorz", który przetrwał do dziś. W grudniu do nazwy dodano magiczny skrót KKS.
Lech spadł do II ligi, ale zanim do tego doszło, zaskarbił sobie wdzięczność Górnika Zabrze i jego kibiców. Poznaniacy nie mieli już szans na utrzymanie, a jednak rok po poznańskim Czerwcu'56 w wyjazdowych meczu z milicyjnym klubem Gwardia Warszawa walczyli jak lwy. Wygrali 1:0 po golu Anioły, co było ogromną sensacją. Gwardia straciła tytuł, pewny zdawałoby się, na rzecz właśnie Górnik Zabrze.
W 1960 r. lechici wrócili do ekstraklasy, ale na krótko. Po zmianie systemu rozgrywek w Polsce na jesień-wiosna (doszło do tego w 1962 r.), pierwszy sezon w nowej formule skończył się degradacją Lecha. Tym razem na dłużej.
Dekada 1963-1972, czyli okres gry ''Kolejorza'' w niższych ligach, kojarzy się z bezbarwnością, szarością i mizerią. Był to jednak jeden z najważniejszych okresów w historii klubu. Po pierwsze dlatego, że klubowi z Dębca w ogóle udało się w tej sytuacji przetrwać. Po drugie - to właśnie wówczas kształtowała się dziś niezaprzeczalna dominacja Lecha w Poznaniu i całej Wielkopolsce. W latach 60. nie była ona jeszcze oczywista.
Lech dał sobie radę. Nie zbankrutował ani sportowo, ani w świadomości poznaniaków, choć w 1964 r. zdegradowany został nawet z II ligi. Musiał walczyć o powrót do niej w lokalnych pojedynkach z lokalnymi klubami takimi jak Polonia Poznań, Energetyk Poznań, Sokół Piła czy Dyskobolia Grodzisk Wlkp.! O powrocie do II ligi decydował barażowy mecz, który
5 sierpnia 1965 r. odbył się na stadionie Warszawianki. Wzbudził on ogromne zainteresowanie kibiców Lecha i zakończył się wygraną ''Kolejorza'' po dogrywce 3:1.
Lechici do II ligi wrócili, ale aż do lat 70. balansowali na krawędzi tych mało zaszczytnych klas rozgrywkowych. Znów spadli, znów wrócili, raz jeszcze spadli. Powrót do II ligi w 1971 r. też okazał się tymczasowy, zaledwie na rok. Tyle, że tym razem ''Kolejorz'' opuścił ją, awansując do ekstraklasy.
Lata 70. Dzisiejsza popularność Lecha sięga korzeniami 1972 r. Wówczas to ''Kolejorz'' triumfalnie wrócił do ekstraklasy, wygrywając w ostatnim II-ligowym meczu z Zawiszą Bydgoszcz. Mecz ten obrósł legendą - Lech przegrywał już 0:2, a jednak w obecności przeszło 60 tys. widzów zdołał zwyciężyć 4:2.
Pierwszy sezon po powrocie do ekstraklasy - 1972/1973 - upłynął pod znakiem nie tyle dobrych wyników ''Kolejorza'' (choć po 5 kolejce był on nawet liderem), ale wielkiego zainteresowania, jakie budziły jego mecze. Frekwencja przekraczała 50 tys., a niekiedy i 60 tys. widzów.
Ten sezon był trudny - Lech miał kłopoty z utrzymaniem się. Z jeszcze większym zagrożeniem degradacją musiał się zmierzyć w sezonie 1976/1977. To, że wówczas Lech nie spadł do II ligi uznawane jest do dziś za cud. Nosi nawet nazwę ''cudu w Błażejewku''. Jerzy Kopa - wówczas młody i rzutki trener, który przejął Lecha w październiku 1976 r. - wziął go bowiem na zgrupowanie do podpoznańskiej miejscowości Błażejewko, gdzie w odosobnieniu pracował nad psychiką graczy. ''Trzeba się rzucić na kolana i modlić'' - proponował jeden z kibiców podczas debaty nad fatalną sytuacją ''Kolejorza'' w budynku klubowym. W decydujących chwilach wiosny 1977 r. Lech - żeby się utrzymać - potrzebował wyjazdowej wygranej nad ROW Rybnik (choć w całym sezonie nie wygrał ani razu). Musiał też pokonać u siebie lidera, Śląsk Wrocław. Nie koniec na tym, nawet wtedy musiał liczyć na korzystny układ w innych meczach. I wszystkie te warunki zostały spełnione!
Lech się utrzymał. Poszedł za ciosem i w kolejnym sezonie po raz pierwszy w historii zakwalifikował się do europejskich pucharów. Debiut w Pucharze UEFA w 1978 r. nie wypadł dobrze - zakończył się klęskami 0:5 i 2:5 z niemiecką drużyną MSV Duisburg. Mrzonki o pucharach uznawano jednak wtedy w Poznaniu za pewną ekstrawagancję.
Wzrost jakości drużyny była efektem sprowadzenia kilku bardzo istotnych dla Lecha graczy, z Mirosławem Okońskim na czele. Wielka gwiazda ''Kolejorza'' miała przeprowadzić poznański klub z epoki przeciętniactwa, a nawet słabości do epoki mistrzowskiej. Wyjąwszy okres przymusowej służby wojskowej w Legii Warszawa, Okoński kojarzy się z największymi sukcesami Lecha.
Lata 80. Sprawnie penetrujący rynek piłkarski w całej północno-zachodniej Polsce klub wzmacniał się z sezonu na sezon. Z końcem 1979 r. zespół objął Wojciech Łazarek - legendarny trener, który prowadził poznańską Lokomotywę do końca 1984 r. Zdobył w tym czasie dwa mistrzostwa Polski w 1983 i 1984 r. oraz dwa Puchary Polski w 1982 i 1984 r. Lech stał się najmocniejszą drużyną w kraju, przyjmował u siebie tak znakomitych rywali z Europy jak FC Liverpool, Athletic Bilbao czy Borussia Mönchengladbach. Podejmował ich na własnym stadionie przy ul. Bułgarskiej, który otwarto latem 1980 r.
Bodaj największa legendą obrosły mecze ''Kolejorza'' z okresu, w którym taką potęga w skali kraju już nie był. W drugiej połowie lat 80. w ekstraklasie dominował już Górnik Zabrze. W 1988 r. Lech zdobył jednak trzeci Puchar Polski i dzięki temu wystartował w Pucharze Zdobywców Pucharów. Po pokonaniu albańskiego Flamurtari Vlora trafił na wielką FC Barcelona. Nigdy w dziejach żaden polski klub nie był tak blisko wyeliminowania Katalończyków, którzy po dwóch remisach 1:1 awansowali w Poznaniu dzięki rzutom karnym. I to mimo tego, że Lechowi wystarczał jeden celny strzał, by zwyciężyć.
Lata 90. Drugi okres supremacji nadszedł w kolejnej dekadzie. W 1990 r. ''Kolejorz'' wywalczył trzeci tytuł mistrzowski, mimo klęski 1:5 na początku sezonu na własnym stadionie z Zawiszą Bydgoszcz. Dzięki temu tytułowi jesienią 1990 r. doszło do elektryzujących meczów Lecha z greckim Panathinaikosem Ateny i francuskimi milionerami z Olympique Marsylia.
Najbardziej efektowny był tytuł, który Lech wywalczył w 1992 r. Niepokonany u siebie, odprawiając wielu rywali bardzo wysokimi wynikami ''Kolejorz'' triumfował m.in. dzięki takim graczom jak Andrzej Juskowiak. Poznański klub sprzedał go do Sportingu Lizbona zanim ten został królem strzelców turnieju olimpijskiego w Barcelonie w 1992 r.
Najbardziej dyskusyjny jest piąty tytuł dla Lecha, w 1993 r. Poznański zespół otrzymał go po dyskwalifikacji Legii Warszawa w głośnej aferze ustawiania meczów. Przed nią poznaniacy byli w tabeli na trzecim miejscu w tabeli.
Na lata 1992-1993 przypadają też nieudane próby Lecha szturmowania Ligi Mistrzów. Klęski ze szwedzkim IFK Göteborg i rosyjskim Spartakiem Moskwa brutalnie położył kres marzeniom o niej, a na dodatek wpędził klub w problemy finansowe.
W 1994 r. doszło do zmiany struktury oganizacyjno-prawnej klubu. Nękany przez wierzycieli Lech uciekł przed długami, wydzielając sekcję piłkarska w nowy twór - PKP Lech Poznań. Pojawił się nowy herb, który z drobną kosmetyką obowiązywał aż do stycznia 2007 r. Po sporych problemach z dopuszczeniem PKP do rozgrywek, w końcu stało się to faktem.
Przekształcenie nie uwolniło Lecha od problemów finansowych. Nie udała się koncepcja założenia WKP (Wielkopolskiego Klubu Piłkarskiego) Lech i oddania klubu w ręce Andrzeja Grajewskiego i Zbigniewa Drzymały. Temu drugiemu zależało na tym, aby nowy klub kilka spotkań rozgrywał w Grodzisku Wlkp., co dla kibiców było nie do przyjęcia. Skończyło się na 2 tam rozegranych meczach.
W 1998 r. od degradacji uratowała Lecha efektowna wygrana 3:0 nad Legią z hat-trickiem Piotra Reissa - niewątpliwie największej gwiazdy i symbolu klubu czasów współczesnych . Wkrótce konieczna okazała się i jego sprzedaż do ligi niemieckiej. W 1999 r. Lech znalazł się jeszcze w Pucharze UEFA, by w 2000 r. po raz pierwszy od 28 lat trafić do II ligi.
XXI wiek. Sportowa katastrofa stałą się okazją do katharsis - próby odbudowania Lecha przez nowych ludzi i na nowych zasadach. Nowe władze (zarząd w składzie Radosław Majchrzak, Radosław Sołtys, Michał Lipczyński) w części wywodziły się ze środowiska kibiców. Dzięki temu udało się wytępić z Bułgarskiej kolejną plagę niszcząca klub w drugiej połowie lat 90. - zadymy chuligańskie. I uratować klub, któremu groziła katastrofa.
W ostatniej chwili ''Kolejorz'' zawrócił znad przepaści i nie spadł do III ligi, co realnie mu zagrażało. W 2002 r. wrócił do ekstraklasy, a w 2004 r. pod wodzą trenera Czesława Michniewicza sięgnął nawet po raz czwarty po Puchar Polski.
Pomoc miasta, polegająca głównie na skomunalizowaniu i utrzymywaniu stadionu zbudowała fundament pod opcję oddania klubu w ręce silnego biznesu. Wydawało się, że będzie to biznes Jana Kulczyka, ale ten milioner - mimo deklaracji - nie przejął Lecha. Zrobił to holding Amica, który dotąd utrzymywał drużynę pierwszoligową w pobliskich Wronkach.
Fuzja Lecha i Amiki z 2006 r. zapewnia klubowi stabilizację finansowej, jakiej ten nie miał od wielu lat. Puchar Polski, zdobyty w 2009 roku pod wodzą Franciszka Smudy, to pierwsze trofeum, jakie od tego czasu zdobył KKS Lech Poznań. Rok później, już pod dowództwem Jacka Zielińskiego, Kolejorz został mistrzem Polski!
Kreator stron www - szybka strona internetowa